Dziś szósty dzień mojego "nowego" życia. Jest zaskakująco dobrze. Nie wiem ile to jeszcze potrwa, ale nie chcę o tym myśleć.
Jak napisała Brenda, zaczęłam z grubej rury. Nie wiem czy u mnie sprawdziłoby się stopniowe zmniejszanie kalorii... Jestem osobą, której cały czaj jedne struktury osobowościowe przetwarzają się w drugie, co tłumaczy moje popadanie ze skrajności w skrajność. Ale w tym przypadku, uważam to za coś dobrego.
Wiem również doskonale, że ostatnią notatką mogłam jedne Was zdenerwować, inne trochę zmartwić, ale tak w danej chwili czułam i myślałam. Same doskonale wiecie, że nie mamy wpływu na nasze myśli tym bardziej, jak się zafiksujemy na czymś konkretnym. Nie mniej jednak należą się Wam przeprosiny :**
Wczoraj znowu zostałam wystawiona na MEGA próbę silnej woli. O 19 tata pojechał po mamę do pracy. Po drodze zajechali do sklepu. Mogłam się tego spodziewać - oni uwielbiają słodycze! Jak przyjechali to nawet nie zaglądałam do reklamówki. Nie byłam ciekawa, albo nie chciałam TEGO widzieć. Z resztą, za chwilę i tak pojawili koło mnie na kanapie z ciastem. Kupili sernik - bez rodzynek! - szit! mój ulubiony. Dałam radę :) Oddałam swoją porcję tacie.
Dziewczyny, jaka ja byłam z siebie dumna. Ale co tam sernik, za chwilę poprosili mnie o nałożenie lodów. -.- Myślałam, że zabiję ich na miejscu. Jak nakładałam, miałam taką ochotę spróbować. Chociaż łyżkę... Ale wiedziałam, że jak wezmę jedną łyżkę lodów to później je zjem. Lepiej nie kusić losu :) Same dobrze wiecie jak to jest :) Mam tylko nadzieję, że dziś niczym mnie nie zaskoczą.
Wczoraj, poddana torturom lodowo-sernikowym zjadłam 5 kulek białych winogron. I to o godzinie 21 !!!!!!!!!! Z dwojga złego...
Co z dzisiejszego dnia?
Rano zrobiłam swoją małą serię ćwiczeń. Zjadłam śniadanko i zabrałam się za sprzątanie mieszkania. Kilka kalorii zawsze się spali dodatkowo, nie? Właśnie dopijam drugą kawę i robię obiad. Z racji tego, że dziś siedzę z tatą, muszę zrobić coś co zje facet. Dlatego, tata będzie jadł makaron z warzywami (na parze), a ja tylko warzywka. Nie jest źle. Jest dobrze :)
bilans na dziś:
2x pieczywko chrupkie żytnie - 40 kcal
pół innego jogurtu naturalnego - 126 kcal
porcja warzyw na parze - 100 kcal
2x kawa z mlekiem 2% - 40 kcal
= 306 kcal.
Co noc i każdego ranka proszę Boga, żeby dał mi siły.
Żebym wytrzymała w swoim postanowieniu.
Jestem HIPOKRYTKĄ, bo nie wiem, czy wierzę w Boga...
Buziaki dziewczyny :**
"Wiara we własne umiejętności jest czymś niesamowitym. Jeżeli już ją zdobędziemy, odnajdziemy, potrafi wznieść na sam szczyt.
Warto wierzyć w siebie! Nigdy nie wiadomo, kiedy ta wiara się przyda, a przyda się na pewno. Choćby przy spełnianiu własnych marzeń.
Taka wiara to klucz do sukcesu, klucz do wszystkiego ku czemu dążymy."
Jak napisała Brenda, zaczęłam z grubej rury. Nie wiem czy u mnie sprawdziłoby się stopniowe zmniejszanie kalorii... Jestem osobą, której cały czaj jedne struktury osobowościowe przetwarzają się w drugie, co tłumaczy moje popadanie ze skrajności w skrajność. Ale w tym przypadku, uważam to za coś dobrego.
Wiem również doskonale, że ostatnią notatką mogłam jedne Was zdenerwować, inne trochę zmartwić, ale tak w danej chwili czułam i myślałam. Same doskonale wiecie, że nie mamy wpływu na nasze myśli tym bardziej, jak się zafiksujemy na czymś konkretnym. Nie mniej jednak należą się Wam przeprosiny :**
Wczoraj znowu zostałam wystawiona na MEGA próbę silnej woli. O 19 tata pojechał po mamę do pracy. Po drodze zajechali do sklepu. Mogłam się tego spodziewać - oni uwielbiają słodycze! Jak przyjechali to nawet nie zaglądałam do reklamówki. Nie byłam ciekawa, albo nie chciałam TEGO widzieć. Z resztą, za chwilę i tak pojawili koło mnie na kanapie z ciastem. Kupili sernik - bez rodzynek! - szit! mój ulubiony. Dałam radę :) Oddałam swoją porcję tacie.
Dziewczyny, jaka ja byłam z siebie dumna. Ale co tam sernik, za chwilę poprosili mnie o nałożenie lodów. -.- Myślałam, że zabiję ich na miejscu. Jak nakładałam, miałam taką ochotę spróbować. Chociaż łyżkę... Ale wiedziałam, że jak wezmę jedną łyżkę lodów to później je zjem. Lepiej nie kusić losu :) Same dobrze wiecie jak to jest :) Mam tylko nadzieję, że dziś niczym mnie nie zaskoczą.
Wczoraj, poddana torturom lodowo-sernikowym zjadłam 5 kulek białych winogron. I to o godzinie 21 !!!!!!!!!! Z dwojga złego...
Co z dzisiejszego dnia?
Rano zrobiłam swoją małą serię ćwiczeń. Zjadłam śniadanko i zabrałam się za sprzątanie mieszkania. Kilka kalorii zawsze się spali dodatkowo, nie? Właśnie dopijam drugą kawę i robię obiad. Z racji tego, że dziś siedzę z tatą, muszę zrobić coś co zje facet. Dlatego, tata będzie jadł makaron z warzywami (na parze), a ja tylko warzywka. Nie jest źle. Jest dobrze :)
bilans na dziś:
2x pieczywko chrupkie żytnie - 40 kcal
pół innego jogurtu naturalnego - 126 kcal
porcja warzyw na parze - 100 kcal
2x kawa z mlekiem 2% - 40 kcal
= 306 kcal.
Co noc i każdego ranka proszę Boga, żeby dał mi siły.
Żebym wytrzymała w swoim postanowieniu.
Jestem HIPOKRYTKĄ, bo nie wiem, czy wierzę w Boga...
Buziaki dziewczyny :**
"Wiara we własne umiejętności jest czymś niesamowitym. Jeżeli już ją zdobędziemy, odnajdziemy, potrafi wznieść na sam szczyt.
Warto wierzyć w siebie! Nigdy nie wiadomo, kiedy ta wiara się przyda, a przyda się na pewno. Choćby przy spełnianiu własnych marzeń.
Taka wiara to klucz do sukcesu, klucz do wszystkiego ku czemu dążymy."
idziesz jak burza, to fakt, ale niestety to źle działa na Twój metabolizm, naprawdę. wiem po sobie. no ale jeśli tak wolisz... ja jadłam mało, po czym przez dwa-trzy dni sobie odpuściłam i jadłam więcej, nawet bez żadnych napadów tylko po prostu więcej, i waga momentalnie wróciła. więc nie polecam, jak już chyba Ci pisałam.
OdpowiedzUsuńchociaż oczywiście gratuluję powstrzymania się od ciasta i lodów, to się chwali :)
OdpowiedzUsuńChyba też zacznę tak robić że bedę się codziennie rano modlić o to żeby nic się nie popsuło.... bo codziennie coś spieprzę ... ;/
OdpowiedzUsuńpowodzenia !