wtorek, 23 października 2012

6 Dzień.

Witam Was cieplutko!

  Dziś szósty dzień mojego "nowego" życia. Jest zaskakująco dobrze. Nie wiem ile to jeszcze potrwa, ale nie chcę o tym myśleć.

  Jak napisała Brenda, zaczęłam z grubej rury. Nie wiem czy u mnie sprawdziłoby się stopniowe zmniejszanie kalorii... Jestem osobą, której cały czaj jedne struktury osobowościowe przetwarzają się w drugie, co tłumaczy moje popadanie ze skrajności w skrajność. Ale w tym przypadku, uważam to za coś dobrego.
  Wiem również doskonale, że ostatnią notatką mogłam jedne Was zdenerwować, inne trochę zmartwić, ale tak w danej chwili czułam i myślałam. Same doskonale wiecie, że nie mamy wpływu na nasze myśli tym bardziej, jak się zafiksujemy na czymś konkretnym. Nie mniej jednak należą się Wam przeprosiny :**

  Wczoraj znowu zostałam wystawiona na MEGA próbę silnej woli. O 19 tata pojechał po mamę do pracy. Po drodze zajechali do sklepu. Mogłam się tego spodziewać - oni uwielbiają słodycze! Jak przyjechali to nawet nie zaglądałam do reklamówki. Nie byłam ciekawa, albo nie chciałam TEGO widzieć. Z resztą, za chwilę i tak pojawili koło mnie na kanapie z ciastem. Kupili sernik - bez rodzynek! - szit! mój ulubiony. Dałam radę :) Oddałam swoją porcję tacie.

  Dziewczyny, jaka ja byłam z siebie dumna. Ale co tam sernik, za chwilę poprosili mnie o nałożenie lodów. -.- Myślałam, że zabiję ich na miejscu. Jak nakładałam, miałam taką ochotę spróbować. Chociaż łyżkę... Ale wiedziałam, że jak wezmę jedną łyżkę lodów to później je zjem. Lepiej nie kusić losu :) Same dobrze wiecie jak to jest :) Mam tylko nadzieję, że dziś niczym mnie nie zaskoczą.

  Wczoraj, poddana torturom lodowo-sernikowym zjadłam 5 kulek białych winogron. I to o godzinie 21 !!!!!!!!!! Z dwojga złego...

  Co z dzisiejszego dnia?

  Rano zrobiłam swoją małą serię ćwiczeń. Zjadłam śniadanko i zabrałam się za sprzątanie mieszkania. Kilka kalorii zawsze się spali dodatkowo, nie? Właśnie dopijam drugą kawę i robię obiad. Z racji tego, że dziś siedzę z tatą, muszę zrobić coś co zje facet. Dlatego, tata będzie jadł makaron z warzywami (na parze), a ja tylko warzywka. Nie jest źle. Jest dobrze :)

bilans na dziś:
2x pieczywko chrupkie żytnie - 40 kcal
pół innego jogurtu naturalnego - 126 kcal
porcja warzyw na parze - 100 kcal
2x kawa z mlekiem 2% - 40 kcal

= 306 kcal. 

Co noc i każdego ranka proszę Boga, żeby dał mi siły.
Żebym wytrzymała w swoim postanowieniu. 
Jestem HIPOKRYTKĄ, bo nie wiem, czy wierzę w Boga...

Buziaki dziewczyny :**

"Wiara we własne umiejętności jest czymś niesamowitym. Jeżeli już ją zdobędziemy, odnajdziemy, potrafi wznieść na sam szczyt.
           Warto wierzyć w siebie! Nigdy nie wiadomo, kiedy ta wiara się przyda, a przyda się na pewno. Choćby przy spełnianiu własnych marzeń.
                       Taka wiara to klucz do sukcesu, klucz do wszystkiego ku czemu dążymy."

3 komentarze:

  1. idziesz jak burza, to fakt, ale niestety to źle działa na Twój metabolizm, naprawdę. wiem po sobie. no ale jeśli tak wolisz... ja jadłam mało, po czym przez dwa-trzy dni sobie odpuściłam i jadłam więcej, nawet bez żadnych napadów tylko po prostu więcej, i waga momentalnie wróciła. więc nie polecam, jak już chyba Ci pisałam.

    OdpowiedzUsuń
  2. chociaż oczywiście gratuluję powstrzymania się od ciasta i lodów, to się chwali :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Chyba też zacznę tak robić że bedę się codziennie rano modlić o to żeby nic się nie popsuło.... bo codziennie coś spieprzę ... ;/


    powodzenia !

    OdpowiedzUsuń