środa, 31 października 2012

14 Dzień.

Nie mam siły na notatkę. Odwiedziłam Was, ale już nie chce mi się więcej pisać u siebie. Mam strasznego lenia, a muszę jeszcze przejrzeć ogłoszenia pracy... Cierpię na brak zajęcia. Jeszcze wszyscy mnie denerwują. Za dużo tu ludzi, każdy chce mi coś wciskać do jedzenia, siostra z bratem gadają, że znowu się odchudzam (kiedyś opowiem Wam moją historię). Na szczęście jutro wracam do domu. W końcu będę mogła się skupić na dalszym ciągnięciu "diety".  Zostały mi tylko 2 miesiące...

Mój organizm sprawił mi dziś niespodziankę. Dobre dwa tygodnie (17 dni)  przed... i okres. No bez przesady...

Bilansu dzisiejszego też mi się nie chce liczyć, ale wypiszę wszystko co zjadłam:
- brokuł na parze
- 3x kawa inka
- kanapka z szynką z indyka
- dwa plasterki białego sera
- dwa jabłka

w ciągu dnia podjadałam jeszcze kilka kulek białego winogrona. Wiecie co? Czuję, że jeszcze kilka dni na tym zadupiu przepełnionym ludźmi, a moja dieta zostałaby spalona. Nie dam się ;) Ooo nie! Jeszcze tylko przetrwać jutrzejszy dzień do wyjazdu... Na na na.

Wiecie co? Im bardziej przypominam sobie, jak wyglądały moje bilanse do dnia imprezy rodzinnej, tym bardziej czuję się okropnie. Wstyd mi przed samą sobą, a co dopiero przed Wami. Chciałabym zacząć od nowa, ale się nie da. W końcu PO COŚ zaczęłam pisać tego bloga. Kasowanie bloga, zaczynanie od nowa i udawanie, że wcześniej nic nie było, mijałoby się z celem. Dlatego, ciągnę to dalej i wierzę, że może być tylko lepiej... Kocham Was, wiecie?

Kocham i całuję ;*


[...] Za­raz po­tem po­myślałem o zmarłym człowieku w piżamie, o je­go całko­witej, bez­brzeżnej sa­mot­ności, która spra­wiła, że w ciągu dwudzies­tu lat nikt, dosłow­nie nikt nie zauważył je­go znik­nięcia. I doszedłem do wnios­ku, że o wiele gor­sza od głodu, prag­nienia, bra­ku pra­cy, nie­szczęśli­wej miłości, poczu­cia klęski- gor­sza od te­go jest świado­mość, że ni­kogo, ab­so­lut­nie ni­kogo nie ob­chodzi nasz los. 

wtorek, 30 października 2012

13 Dzień

Cześć kochane ;*

Właśnie nałożyłam na włosy maseczkę kokosową. Muszę ją trzymać kilkanaście minut, więc postanowiłam wykorzystać ten czas na krótki wpis ;)

Dziś nic ciekawego. Na jakiś czas zostałam sama w domu, więc postanowiłam trochę poćwiczyć. 300 brzuszków, 300 rowerków, i serial (podczas oglądania całego serialu) przeskoki z nogi na nogę. Takie oto lekkie ćwiczenia.

Powoli dochodzę do siebie po moich dwóch wpadkach. Niestety nie tylko moja psyche ucierpiała, ale i żołądek. Ciągle czuję dyskomfort w tej części mojego organizmu. Na dokładkę zaczęły boleć mnie piersi    :( Gash, przecież mam jeszcze, względnie, dwa tygodnie.

Bilans dzisiejszego dnia, nie jest tak zachwycający jak miałam w zwyczaju mieć, ale:
4x inka - 80 kcal
2 pulpety gotowane w wodzie - 220 kcal
surówka z odrobiną jogurtu natural. - ok. 80 kcal ?
kakao - 120 kcal

=500 kcal

"Opowiem to, z westchnieniem i mglistym morałem:
Zdarzyło mi się niegdyś ujrzeć w lesie rano
Dwie drogi: pojechałem tą mniej uczęszczaną
-Reszta wzięła się z tego, że to ją wybrałem."

Buziaki ;**

poniedziałek, 29 października 2012

KONIEC!

"Hmm dobrze, że chociaż miałaś odwagę się przyznać do błędu. Nie wielu to potrafi. Ciasto i alko to śmieci, a nasze żołądki to nie śmietniki. Jutro nie zawalaj. Pozdrawiam"

OBIECUJĘ! KONIEC Z TYMI DOBROCIAMI! KONIEC!

:)*

dziękuję za wieczne wsparcie. te dwa dni, w których pojawiły się słodycze, to zbyt dużo jak na 12 dni mojej diety. wiem o tym doskonale.

12 Dzień

   Za oknem śnieg, zimno i pies lata jak głupi. Nic mi się nie chce. Dopadło mnie jakieś zmęczenie i chcę wrócić do domu. Tu jest za dużo ludzi, za dużo jedzenia. Za dużo pokus. Aż cud, że jeszcze mnie nie dopadł napad. Aż cud.

   Nie wiem czy będę podliczać dzisiejszy bilans. Kompletnie nie mam pojęcia jak to policzyć ;/  To jest przerażające... zrobię to "na oko".


Dziś:
- 3x inka - 60kcal
- 2x wafel ryżowy - 50 kcal
- 2 łyżki ryżu (30kcal) ok 1/3 piersi z kurczaka (80kcal) z domowym sosem à la słodko kwaśnym - ok 3 łyżki (70kcal)

= 290 kcal

Nie będę oszukiwać. Na dokładkę, przyjechał brat z dziewczyną. Przywieźli ciasto i alkohol. Zjadłam dwa kawałki ciasta i wypiłam trochę. Lipa. Chcę do domu. Nie chcę porzucać tego, co już osiągnęłam. O nie.

Buziaki ;*

niedziela, 28 października 2012

11 Dzień - Dziękuję Wam ;*

Cześć kochane ;*

Dziś nic ważniejszego od Was być nie może. O swoich problemach na uczelni rozpisywać się nie będę, bo ta prawa, na dzień dzisiejszy, w 85% jest przegrana. Ale będę jeszcze próbować.

Po dzisiejszym mega męczącym i stresującym dniu, miło było przeczytać Wasze komentarze. Wiem, że chcecie mnie trochę pocieszyć - i dziękuję za to bardzo bardzo mocno - ale wiem też, że mogłam trochę bardziej się pilnować, chociażby dlatego, że teraz waga mi cały czas próbuje się ustabilizować. Z drugiej strony, cieszę się, że wczorajszą imprezę mam już za sobą :) Teraz kolejna taka impreza dopiero na Wigilię Bożego Narodzenia ;)

Jeszcze raz dziękuję Wam ;*:*:*:* za tyle miłych i bardzo ważnych słów.

dzisiejszy bilans:
2x kawa inka - 40kcal
średni gołąbek - 170 kcal

= 210 kcal

Buziaki ;*
lecę Was poodwiedzać

sobota, 27 października 2012

10 Dzień - wyć mi się chce!

Cześć kochane ;*

   Jakieś 30 minut temu wróciłam dopiero do domu z tej "imprezy". Cieszę się, że już jestem w domu. Jak mi poszło? Myślałam, że będzie lepiej, ale czego mogłam się spodziewać  po zjeździe rodzinnym?
   Z pierwszego dania wypiłam "wodę" z rosołu i zjadałam pół zestawu surówki i pół panierowanego filetu z piersi z kurczaka. Za drugie ciepłe danie podziękowałam. Cud, że udało mi się odmówić ;/ Według rodziny, której dawno nie widziałam, schudłam i cały czas patrzyli mi na talerz. Jakież to było irytujące... Z jedzenia, które stało na stole zjadłam: mandarynkę, 2 śliwki, 4 plasterki pomidora i 2 plasterki zielonego ogórka, połówkę faszerowanego jajka i komisyjnie: kawałek tortu (na szczęście nie był bardzo słodki) i 3 kawałki piernika. Specjalnie w domu kompletnie nic nie jadłam, tylko kawę i herbatę. Wiedziałam, że ten obiad tak się skończy. U mnie w rodzinie nie ma nikogo, kto by się zbytnio ograniczał w jedzeniu, więc oberwało mi się słownie, że jestem dziwakiem i się wygłupiam. Ciekawe to było, nie powiem.

Na wagę nie wchodzę. Pewnie 2 kg do góry, kalorii zjadłam w chuj. Jestem zła na siebie i na cały świat. Jutro już wszystko wróci do mojej normy. Nie zmienia to faktu, że chce mi się płakać po dzisiejszym dniu :(

Buziaki :( :*






piątek, 26 października 2012

9 Dzień - ehh

"Na krańcach zwątpienia zawsze pali się światło."

  Nie wiem. Nie jestem tego taka pewna. Znacie moje bilanse.

  Czasem - od tak - wchodzę na wagę. Wkurwia mnie to, że ciągle się waha. Raz jest zadowalająco, a tylko wypiję kawę i bum - do góry. Hmmm. Nie wiem. To wszystko jest jakieś dziwne. Ale idę dalej. Nie ma co się zawracać z rozpoczętej drogi ;/

  Jutro mam imprezę rodzinną. Przyjeżdża kilkunastu gości. Wiecie, tort i obiad w restauracji. Nie wiem jak to będzie. Trochę się obawiam i rozmyślam o tym dniu od wczoraj ;/ Ze słodyczami sobie poradzę, mam przynajmniej taką nadzieję. Gorzej z obiadem. Nie wiem co będzie serwowane. bleee.

J - Co na to moje odchudzanie moi rodzice? Oni już są chyba przyzwyczajeni do moich odpałów żywieniowych, więc znoszą to w miarę. Oczywiście są kłótnie jak przychodzi pora obiadu, ale jakoś trzeba sobie radzić. Przeważnie mówię, że zrobię sobie coś sama do jedzenia, że nie chcę się przejadać i takie tam farmazony. Ale takie sytuacje są tylko, jak rodzice nocują w domu. Teraz akurat tak wypadło, że nocują ale pewnie niedługo wszystko wróci do -mojej- normy.
  Najbardziej upierdliwa jest babcia, z którą spędzę najbliższych kilka dni. Wkurwia mnie niesamowicie (i nie chodzi mi tu tylko o typowe skłonności do przekarmiania wszystkich na około i gadanie, że "nie można się głodzić tak, dziecko. w anoreksję popadniesz, rozchorujesz się" - i tak przez cały dzień - ale o jej charakter, sposób bycia, ironiczny ton głosu w rozmowie itd. itp.) i dziś o mało jej tak nie powiedziałam. Po prostu w ostatniej chwili wyszłam.

Dzisiejszy bilans:
płatki owsiane na wodzie - 74 kcal
3x kawa inka - 60 kcal
3x wafel ryżowy - 75 kcal
serek wiejski light - 146 kcal
= 355
"W którym momencie pęka niebo? W tym, w którym przestajesz czuć siebie w sobie"


Buziaki :**


czwartek, 25 października 2012

8 Dzień.

Cześć kochane :*

Czy Wam też dzisiejszy dzień minął tak szybko? U mnie jak błyskawica, a za oknem permanentnie podobny widok, tylko liści jakby jeszcze w miarę sporo :)


Właśnie dopijam swoją drugą kawę dzisiejszego dnia i wygrzewam stare kości pod kocem :) Tak sobie myślę, że brak mi pracy, śniegu, ruskiego szampana i faceta. 

Dzisiejszy bilans:
- kakao – 140 kcal
- batonik musli z orzechami /light – 100 kcal
- szpinak z białym serem – 90 kcal
- chlebek chrupki – 20 kcal
- 2x kawa inka - 40 kcal

= 390

Myślę tak nad swoim bilansem i dochodzę do wniosku, że niby nic takiego nie zjadłam a kalorii jakby sporo. 

Buziaki :**




"A przygotowali Cię na samotność?  Na poczucie bezludzia, wśród ich definitywnego spędu. Na to, że ty zawsze a oni dla Ciebie nigdy. Nie przygotowali? O Ty biedny człowieku. Bez instrukcji obsługi życia, bez harmonogramu, bez nitki w tym labiryncie. I co? Teraz sam pośród skał swej indolencji. Sam, choć obok tyle twarzy. Sam bo problemy za ciężkie na ich ramiona."


środa, 24 października 2012

7 Dzień.

Witam cieplutko :*

  Pracy nadal brak... Nadmiar czasu wykorzystuję na pucowanie mieszkania a powinnam na naukę. Czasem się zastanawiam, po co ja na tych studiach jestem, skoro nie mam motywacji do nauki. Męczące. Z resztą, być może niedługo mnie wyleją z uczelni i wtedy dopiero będzie chujowo. Wiem, że nie powinnam tak myśleć, ale już szukam sobie alternatywy ;/
  Póki co, muszę się zebrać w sobie i zacząć ogarniać notatki. Skoro mam tyle czasu wolnego... Wypadałoby.

  Dziś znowu wypadałoby coś ugotować. Wczorajsze jedzenie smakowało, więc dziś zrobię to samo. Sobie zrobię wersję bez makaronu i bez sosu - same warzywa. Swoją drogą, muszę sobie zakupić jakąś wagę kuchenną, bo nie mam pojęcia ile dokładnie tych warzyw zjadam w swojej miseczce. Ale patrząc na paczkę objętościowo... jakoś sobie radzę "na oko" :)

  Kiedy piłyście ostatnio Coca Colę? Ja chyba z rok temu... Jak nie lepiej :) Wracając z psem ze spaceru weszłam do sklepu po jakąś gazetę i nabrałam strasznej ochoty zjeść coś słodkiego (cholerne wystawione na widoku ciastka...). Ale nie, nie mogłam się poddać tak łatwo i w moje łapki wpadła puszka Coca Coli zero. Słodka jak cholera. Właśnie kończę ją sączyć i jakoś mi niedobrze...

szklaneczka kiślu - 126 kcal
2x chlebek chrupki żytni - 40 kcal
puszka coca coli zero

dziś w planach jeszcze:
brokuł na parze - 70 kcal
pół jogurtu naturalnego - 126 kcal
kawa inka z odrobinką mleka 2% - 20 kcal

= 382 i ani kalorii więcej. 

Dam radę!
   Dam radę!
      Dam radę!

"Musimy żeglować czasem z wiatrem, czasem pod wiatr, ale żeglować, nie dryfować ani stawać na kotwicy"

Buziaki:**

wtorek, 23 października 2012

6 Dzień.

Witam Was cieplutko!

  Dziś szósty dzień mojego "nowego" życia. Jest zaskakująco dobrze. Nie wiem ile to jeszcze potrwa, ale nie chcę o tym myśleć.

  Jak napisała Brenda, zaczęłam z grubej rury. Nie wiem czy u mnie sprawdziłoby się stopniowe zmniejszanie kalorii... Jestem osobą, której cały czaj jedne struktury osobowościowe przetwarzają się w drugie, co tłumaczy moje popadanie ze skrajności w skrajność. Ale w tym przypadku, uważam to za coś dobrego.
  Wiem również doskonale, że ostatnią notatką mogłam jedne Was zdenerwować, inne trochę zmartwić, ale tak w danej chwili czułam i myślałam. Same doskonale wiecie, że nie mamy wpływu na nasze myśli tym bardziej, jak się zafiksujemy na czymś konkretnym. Nie mniej jednak należą się Wam przeprosiny :**

  Wczoraj znowu zostałam wystawiona na MEGA próbę silnej woli. O 19 tata pojechał po mamę do pracy. Po drodze zajechali do sklepu. Mogłam się tego spodziewać - oni uwielbiają słodycze! Jak przyjechali to nawet nie zaglądałam do reklamówki. Nie byłam ciekawa, albo nie chciałam TEGO widzieć. Z resztą, za chwilę i tak pojawili koło mnie na kanapie z ciastem. Kupili sernik - bez rodzynek! - szit! mój ulubiony. Dałam radę :) Oddałam swoją porcję tacie.

  Dziewczyny, jaka ja byłam z siebie dumna. Ale co tam sernik, za chwilę poprosili mnie o nałożenie lodów. -.- Myślałam, że zabiję ich na miejscu. Jak nakładałam, miałam taką ochotę spróbować. Chociaż łyżkę... Ale wiedziałam, że jak wezmę jedną łyżkę lodów to później je zjem. Lepiej nie kusić losu :) Same dobrze wiecie jak to jest :) Mam tylko nadzieję, że dziś niczym mnie nie zaskoczą.

  Wczoraj, poddana torturom lodowo-sernikowym zjadłam 5 kulek białych winogron. I to o godzinie 21 !!!!!!!!!! Z dwojga złego...

  Co z dzisiejszego dnia?

  Rano zrobiłam swoją małą serię ćwiczeń. Zjadłam śniadanko i zabrałam się za sprzątanie mieszkania. Kilka kalorii zawsze się spali dodatkowo, nie? Właśnie dopijam drugą kawę i robię obiad. Z racji tego, że dziś siedzę z tatą, muszę zrobić coś co zje facet. Dlatego, tata będzie jadł makaron z warzywami (na parze), a ja tylko warzywka. Nie jest źle. Jest dobrze :)

bilans na dziś:
2x pieczywko chrupkie żytnie - 40 kcal
pół innego jogurtu naturalnego - 126 kcal
porcja warzyw na parze - 100 kcal
2x kawa z mlekiem 2% - 40 kcal

= 306 kcal. 

Co noc i każdego ranka proszę Boga, żeby dał mi siły.
Żebym wytrzymała w swoim postanowieniu. 
Jestem HIPOKRYTKĄ, bo nie wiem, czy wierzę w Boga...

Buziaki dziewczyny :**

"Wiara we własne umiejętności jest czymś niesamowitym. Jeżeli już ją zdobędziemy, odnajdziemy, potrafi wznieść na sam szczyt.
           Warto wierzyć w siebie! Nigdy nie wiadomo, kiedy ta wiara się przyda, a przyda się na pewno. Choćby przy spełnianiu własnych marzeń.
                       Taka wiara to klucz do sukcesu, klucz do wszystkiego ku czemu dążymy."

poniedziałek, 22 października 2012

5 Dzień.

Cześć kochane!
Jak dobrze, że dzień się już kończy. Myślałam, że zwariuję. Od momentu, jak zwlekłam swoją wielką dupę z łóżka, moje myśli krążyły tylko i wyłącznie w obrębie jedzenia. Tak się zafiksowałam na tym temacie, że aż zaczęłam się obawiać o to, czy przez to nie złamię swojej diety. Wtedy to by mnie chuj strzelił i tylko skończyć życie. Na szczęście jakoś się udało powstrzymać te myśli. Jeszcze tylko niecała godzinka do 18. lalalalala

I tak koniec końców dziś nie jest tak ładnie jak to było wczoraj na przykład.

W nocy się przebudziłam. Zrobiłam swoją małą serię (czyt. 200 brzuszków + 200 rowerków + 4kg hantle na łapki)

Chyba zacznę stawiać krzyżyki w kalendarzu. Chciałabym aby ten najgorszy czas diety, czyli walka ze słabościami minęły bardzo szybko. A tu dopiero piąty dzień...

Dziś rano weszłam na wagę. Teraz jest 78,8kg. Ładnie. Nie mogę tego spierdolić!

Boże! Tak Cię proszę, żebym nie zawaliła! Daj mi siły!

Dzisiejszy GORSZY bilans:
3x chlebek chrupki żytni - 60 kcal
1x wafel ryżowy - 36 kcal  - jakie Wy jecie wafle, że mają po 18 kcal/szt. ???
szklaneczka kiślu - 126 kcal
pół jogurtu natural. - 112 kcal - doszłam do wniosku, że niby taki dietetyczny a swoje kalorie to i tak ma, skubany.
panga -mały filet- na parze - 110 kcal
2x kawa inka - 36 kcal

= 480 (chyba przegięłam, co??)

Buziaki:**

Dziękuję, że jesteście!
Codziennie motywujecie mnie, by nie zawalić!!

niedziela, 21 października 2012

4 Dzień - padam.

Cześć kochane!
Dziś będzie krótko.

Na uczelni nic mi się nie udało załatwić. Chciałam stracić życie czekając w kolejce do dziekana. Oczywiście "studentom" nie chce się chodzić do wykładowców po wpisy, więc przychodzą masowo do dziekana, który przyjmuje tylko raz w tygodniu... -.- Zajebiście. Dlatego moja kariera na tej uczelni ciągle jest pod, coraz większym, znakiem zapytania. Jedyny sukces, że zostałam calutki dzień :) Nie urwałam się hie hie.

W domu? Wkurwili mnie na dobitkę. Wróciłam do domu tak wypompowana z wszelkich sił, że chciałam tylko wziąć szybką kąpiel i iść spać. Oczywiście w łazience ktoś po sobie zostawił taki syf, że wpierw się wkurwiłam, później zaczęłam sprzątać, bo przecież w brudzie się myć nie będę, a jak w końcu weszłam do tej wanny to myślałam, że z niej nie wyjdę o własnych siłach. No ale nic. Właśnie sączę jakąś herbatkę slim coś tam i się wyciszam :)

Generalnie mimo tego wszystkiego, dzień zaliczam za udany. Nie ma co narzekać. Inni mają gorzej.

Bilans dnia też dobry:
- 2x marchewka - 54 kcal
- 2x wafel ryżowy - 72 kcal
- duże :D cappuccino z caffeeheaven na chudym - 140 kcal

Dziś: 266 kcal 


Jest dobrze.
Ile tak wytrzymam??

Buziaczki:** i dobranoc

sobota, 20 października 2012

3 Dzień - będzie dobrze?

Cześć kochane!
Ale miałam dzień... Nogi mi chyba weszły do tyłka, serce stanęło ze strachu a żołądek znienawidził z głodu :) Jednym słowem... Aktywnie i na całego.

Na uczelni nie wytrzymałam zbyt długo. Po 6 godzinach tajemniczo zaginęłam w akcji, chociaż powinnam tam siedzieć jeszcze 4... Mam małe wyrzuty sumienia ale po prostu nie wytrzymałam. Musiałam wyjść z tego przybytku wyciskającego tylko z mojej kieszeni kasę...

Muszę złapać dziekana. Mam do niego "biznes", w którego to sprawie  powinnam chyba iść do niego na kolanach, biczując się po plecach. Mam nadzieję, że jakoś uda mi się pomyślnie wszystko pozałatwiać. W innym razie moja edukacja stoi pod wielkim znakiem zapytania.

Teraz przyjemniejsza część dnia ;)

Urywając się ze szkoły, a nie chcą wracać do domu, wybrałam się na spacer... Pogoda dziś była wyśmienita, więc trzeba było skorzystać :) Kilometrów narobiłam nie wiem ile, ale na pewno liczbę dwucyfrową. To był na prawdę długi spacer - ponad 2 godziny. Oczywiście rano nie brałam tego pod uwagę, więc spacer odbył się w 12 cm ;p Szaleństwo.

Dziś dałam radę,
Jutro też dam. No przecież...

Bilans:
- 3x wafel ryżowy - 108 kcal
- pół dużego jogurtu naturalnego 2% - 112 kcal
- 1x chlebek chrupki razowy - 20 kcal
- 3x kawa z mlekiem 2% - 60 kcal

Tak więc dzisiejszy dzień kończę z wynikiem 300 kcal ?? Szaleństwo. Oby zawsze tak mi się udawało 0_o

zaraz idę sobie zrobić tą trzecią kawę ;p

Buziaki :*

piątek, 19 października 2012

2 Dzień

Cześć kochane. Dziś zrezygnowałam z kawy do pisania notatki. Wczoraj wypiłam tak mocną, że nie spałam do 2 w nocy 0_o Na szczęście wykłady dziś miałam późno ;) Całe szczęście, że z ostatnich wykładów profesor wypuścił nas wcześniej. I oto tym sposobem mogę w miarę o normalnej porze napisać tą notatkę.

Wczoraj, ze względu na "bezsenność" dobiłam 300 brzuszków, 200 rowerków w powietrzu i troszkę pomachałam hantlami. Dziś rano ćwiczeń nie było, bo była mama a ja nie mogę ćwiczyć przy kimś z domowników... Tak więc na dziś (dopiero) wieczór pozostała mi mała seria ćwiczeń.

Wczoraj napisałam, że postanawiam nie jeść kompletnie nic po 18. Tak więc dziś trzymałam się tego postanowienia ładnie, dochodzi godzina 18 a ja zadowolona, że jeszcze tylko kilka minut muszę wytrzymać, wchodzę do domku, idę do dużego pokoju a tam na kanapie mama z tatą zajadają się ptasim mleczkiem! "nosz kurwa" - pomyślałam -.- Powiedziałam tylko, żeby przy mnie nie wyjmowali na wierzch takich rzeczy i wyszłam do swojego pokoju. Ufff dałam radę. Poszłam po kawę. Najgorsze, że kilka kostek mi zostawili i schowali do barku - wiem, bo nie omieszkali mnie o tym poinformować! Na szczęście aż tak bardzo nie kuszą :)

Postanowiłam zważyć się w poniedziałek rano.

Bilans dnia:
- kubek kakao bez cukru - 140 kcal
- marchewka surowa - 27 kcal
- panga (filet) na parze - 160 kcal /tak w przybliżeniu bo go nie zważyłam ale był mały.
- wafel ryżowy - 36 kcal
- 3 kawy z mlekiem 2% - 60 kcal

Dziś pochłonęłam 423 kcal...

Buziaki :*



Obym dała radę,
Przecież jest warto!

czwartek, 18 października 2012

Podsumowanie dnia

Za chwilkę godzina 18. Postanowiłam po tej godzinie nic nie jeść, dlatego zrobię podsumowanie dzisiejszego dnia. Biorę łyk kawy i piszę.

- serek naturalny 0% - 50 kcal
- 6x sucharek - 180 kcal
- kubek kakao bez cukru - ok 140 kcal
- 3x kubek kawy rozpuszczalnej z mlekiem - ? (wicie może ile to może być kalorii?? mleka tyle co do zabarwienia)

no i były jeszcze dwa gryzy kabanosa, którego w końcu oddałam psiakowi ;) ale tego już chyba liczyć nie będę bo nawet nie mam zielonego pojęcia jak to policzyć.

W sumie dzisiejszy dzień podliczam na: 370 ale z tymi kawami będzie pewnie trochę więcej. Niemniej jednak, uważam dzień za udany.

Rano jeszcze było ok. 40 minut ćwiczeń: brzuszki, pajacyki, pompki męskie, hantle - generalnie ogólnorozwojowe.


Pozdrawiam cieplutko. Jestem ciekawa, czy ktoś tu napisze do mnie ;)

1 dzień - każdy początek ma jakiś koniec.

Cześć dziewczyny!

Nie wiem od czego zacząć. Początki są zawsze trudne. Założyłam tego bloga w sumie nie wiem, dlaczego. To znaczy wiem, chcę dzielić się z Wami swoim - jakże trudnym - życiem i pewnymi zmaganiami, ale nie wiem czy wybrałam, aby na pewno najlepszy z możliwych sposobów. Nie mniej jednak należy spróbować.

Cel: szczupłość.

Potrzebuję wsparcia.

Na imię mam Arletta - dodaję sobie drugie "t" bo tak ładniej wygląda. 24 lata. 178 cm wzrostu i 81,3 kg (dzisiejsze ważenie). Dużo za dużo.