sobota, 27 października 2012

10 Dzień - wyć mi się chce!

Cześć kochane ;*

   Jakieś 30 minut temu wróciłam dopiero do domu z tej "imprezy". Cieszę się, że już jestem w domu. Jak mi poszło? Myślałam, że będzie lepiej, ale czego mogłam się spodziewać  po zjeździe rodzinnym?
   Z pierwszego dania wypiłam "wodę" z rosołu i zjadałam pół zestawu surówki i pół panierowanego filetu z piersi z kurczaka. Za drugie ciepłe danie podziękowałam. Cud, że udało mi się odmówić ;/ Według rodziny, której dawno nie widziałam, schudłam i cały czas patrzyli mi na talerz. Jakież to było irytujące... Z jedzenia, które stało na stole zjadłam: mandarynkę, 2 śliwki, 4 plasterki pomidora i 2 plasterki zielonego ogórka, połówkę faszerowanego jajka i komisyjnie: kawałek tortu (na szczęście nie był bardzo słodki) i 3 kawałki piernika. Specjalnie w domu kompletnie nic nie jadłam, tylko kawę i herbatę. Wiedziałam, że ten obiad tak się skończy. U mnie w rodzinie nie ma nikogo, kto by się zbytnio ograniczał w jedzeniu, więc oberwało mi się słownie, że jestem dziwakiem i się wygłupiam. Ciekawe to było, nie powiem.

Na wagę nie wchodzę. Pewnie 2 kg do góry, kalorii zjadłam w chuj. Jestem zła na siebie i na cały świat. Jutro już wszystko wróci do mojej normy. Nie zmienia to faktu, że chce mi się płakać po dzisiejszym dniu :(

Buziaki :( :*






11 komentarzy:

  1. ejjj, nie zjadłaś wcale tak dużo! jak na taką imprezę to i tak dobrze, na pewno nie przytyłaś 2kg tylko mniej, a to tylko dlatego że masz takie małe bilanse codziennie i pewnie zatrzymała Ci się woda, ale za kilka dni zejdzie. i nie waż się za dużo. jest dobrze :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Hej, głowa do góry. Nie masz się czym przejmować. Nie zjadłaś wcale tak dużo. Szczególnie, że nic nie zjadłaś przed i po imprezie. Nie miałaś również napadu, więc jest OK. Poza tym codziennie masz niskie bilanse, więc dzisiejszy dzień raczej Ci nie zaszkodził.

    Pamiętaj, jutro też jest dzień.

    Trzymaj się :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Z rodzinną zawsze tak jest. :/ wiem o czym mówisz, też często mnie krytykują...
    Dodałam Twojego bloga do listy blogów które odwiedzam. Trzymaj się. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. aż mi się przypomina ilość jedzenia, która jest u mojej babci kiedy do niej przyjeżdżam. ale miło, że zauważyli że schudłaś, takie komentarze bardzo motywują mnie do działania ;-) powodzenia xxx

    OdpowiedzUsuń
  5. Przestań, nie załamuj się, bo wcale nie zjadłaś aż tak dużo. Bardzo dobrze sobie poradziłaś. Zwłaszcza, że przed imprezą nic nie zjadłaś, żeby nie nabijać sobie kcal. Jestem dumna z Ciebie kochana. Głowa do góry.
    Trzymaj się :*

    OdpowiedzUsuń
  6. Napiszę to z całą pewnością, to nie Twoja wina. Pierwszy raz mogę tak skomentować zjedzenie niedozwolonych rzeczy. W odróżnieniu od innych dziewczyn Ty naprawdę nie chciałaś tego jeść. Nie tłumaczysz sobie, że to nic, tylko masz poczucie winy. Może dzisiaj spróbuj nie zjeść obiadu tłumacząc, że wczoraj za dużo zjadłaś i dzisiaj jest Ci po tym nie dobrze. Żołądek odpocznie, Ty poczujesz się lepiej. Trzymaj się.

    OdpowiedzUsuń
  7. Najważniejsze, że to nie był napad. A jak na rodzinny zjazd i tak zjadłaś niedużo. I bardzo ładnie przygotowałaś się do tej imprezy. Możesz być dumna ze swojej postawy.

    OdpowiedzUsuń
  8. ejj.. bez przesady. szkoda, że zjadłaś tyle piernika, ale tak to dobrze sobie poradziłaś. ja np mam tendencje do tego, że jak już zjem coś zakazanego,to już wpadam w ciąg jedzenia, a Ty na tym skończyłaś i do końca dnia już nic. jeśli dzisiaj dzień będzie udany, to nie będzie żadnego śladu wczorajszego dnia ;]

    OdpowiedzUsuń
  9. A ja jestem z Ciebie dumna - to i tak mało w stosunku do tego co ludzie potrafią zjeść na takich imprezach. Będzie dobrze. Trzymaj się!

    OdpowiedzUsuń
  10. Kochana nie płacz, jesteś silna i jutro na pewno będzie wszystko w porządku!
    Całuję:**

    OdpowiedzUsuń
  11. Szkoda tego dnia, ale to nie znaczy, że wszystko zawalone i że zrujnowałaś wszystko. Prawdą jest to, że wygrałaś właśnie, bo się nie poddałaś, walczyłaś mimo wszystko i wg mnie powinnaś być dumna z tego choćby drugiego dania, które udało ci się ominąć. Jutro będzie lepiej!
    Jednak jak czytam o tym patrzeniu w talerz mam to samo. Wszyscy w rodzinie lubią jeść, ale był taki przypadek, że dalsza kuzynka miała anoreksję i była przez jakiś czas w psychiatryku. Jak w zeszłe wakacje dowiedzieli się, że schudłam, nie widzą innego tematu do rozmowy ze mną, bo zachęcić mnie do jedzenia. Żałosne, ale prawdziwe.
    Trzymaj się cieplutko kochana :*

    OdpowiedzUsuń